Nowa przestrzeń wiejska

     Dodano: 16-10-2015      Autor: FundacjaWIE

Miejscem, gdzie spędziłam najpiękniejsze chwile swoich dziecinnych lat była niewielka, urocza wioska w województwie kieleckim. Podróż z Krakowa do owej wsi odbywałam pociągiem, z dwukrotną przesiadką na trasie, następnie polnymi drogami - wynajętą furmanką, której koła wpadały raz po raz w wypełnione błotem wyboje. Niejednokrotnie, gdy koło zapadło się w grząską ziemię głębiej, trzeba było pomóc koniom wyciągnąć pojazd z dziury. Opuszczało się wówczas wóz i wspólnie próbowano wypchnąć z koleiny, w której utknął, by móc dalej kontynuować podróż. Corocznie wyjeżdżałam tam na okres wakacji (spędzałam je w małej szkole podstawowej, w której uczyli najpierw moi dziadkowie, a potem ich dzieci). Mój pobyt w tej malowniczej miejscowości przeciągał się często do późnej jesieni. Wspomnienia z tamtego okresu pozostały w mojej pamięci nadal intensywne i żywe. Piękne pagórkowate tereny, lasy pełne grzybów. Żyzne urodzajne pola, głównie czarnoziemy. Łąki okolone starymi wierzbami, w których - w co wtedy, jako dzieci, bardzo wierzyliśmy, mieszkały diabły. Niedaleko rzeka Nida, płynąca leniwie, cudownymi zakolami, tworząca zjawiskowe piaszczyste plaże i urocze wysepki. Wiejskie domy nie wyglądały zbyt okazale. Zazwyczaj były bardzo proste, złożone z dwóch części oddzielonych sienią. Część mieszkalna, składająca się z kuchni, pokoju i spiżarni była po jednej stronie, natomiast po drugiej stronie sieni była obora dla zwierząt. Jedynie kilku zamożnych chłopów posiadało solidne, murowane budynki mieszkalne i osobne stajnie czy obory. Co ciekawe, obszary usytuowania poszczególnych gospodarstw określało się potocznie nazwami, mającymi uzasadnienie w dawnej (przedwojennej) historii tych miejsc. Chodziło się więc na przykład na „plebania”, na „pańskie” - gdzie zachowała się wówczas jeszcze przepiękna aleja dębowa i resztki dworu, rozbieranego sukcesywnie, ale pieczołowicie, kamień po kamieniu przez okolicznych mieszkańców. Wieś tętniła życiem i oceniając z perspektywy dzisiejszych czasów, była bardzo ekologiczna. Gospodarstwa prowadziły wielopokoleniowe i w większości wielodzietne rodziny. W takich tradycyjnych domach, silna była pozycja ojca. Ustalone i respektowane były wtedy przez wszystkich hierarchie rodzinne, starsi mieli autorytet, dzieci były zdyscyplinowane, choć nie oznacza to, że brakowało im potrzebnej dzieciom swobody i wyrozumiałości. Przy drogach spotkać można było babcie pasące z wnukami krowy. Zwierzęta, plony i inne owoce pracy w gospodarstwie w większości zaspakajały podstawowe potrzeby żywieniowe całej rodziny. A inne artykuły, których zabrakło, można było nabyć w sklepie, do którego chodziło się nie z pieniędzmi, którymi rzadko się posługiwano, ale z koszem jaj, na wymianę. W każdym gospodarstwie była krowa, trzoda chlewna, drób i uprawiano ogródki warzywne. Na polach królowało zboże, ziemniaki i tytoń. Czytaj całość: www.natura2000.fwie.pl.

Komentarze

Ten post nie ma jeszcze komentarzy.

Dodaj swój komentarz